Ile można przebiec w dwa tygodnie? – rozmawiamy z Pawłem Żukiem

14 dni, 20 godzin, 2 minuty i 26 sekund.  W tym czasie można sześciokrotnie oblecieć kulę ziemską albo…wygrać 14. Ultramarathon Festival w Atenach przebiegając ponad 1600 km, ustanawiając przy okazji kilka dodatkowych rekordów. Żeby dokonać tego drugiego, trzeba być Pawłem Żukiem, multi ultramaratończykiem, człowiekiem od długich dystansów i zadań specjalnych, który mimo „zabiegania” znalazł chwilę, by odpowiedzieć nam na kilka pytań.

Jak sklasyfikować to czym się zajmujesz? Twoje wyczyny zdają się wykraczać poza standardowe rozumienie biegów ultra.

To wszystko wiąże się z rynkiem biegowym, który jest w tej chwili w Polsce. Na świecie wygląda to troszeczkę inaczej. Na przykład ultramaraton (bieg 10-dobowy) w Nowym Jorku, w którym brałem udział, to była już 20 któraś edycja, więc ludzie na świecie tego typu wyzwania podejmują już od dziesiątek lat. Tyle że u nas bum biegowy poszedł w zupełnie inną stronę, w kierunku 5, 10 km, niskiego wpisowego, pamiątkowej koszulki, medalu i tyle. Ja dużo podróżuję, a podczas podróży biegam. Stąd moje zainteresowanie dłuższymi dystansami.

W takim razie co dla Ciebie znaczy być ultramaratończykiem? 

To przede wszystkim doświadczanie wielkiej przygody. W biegu kilkudobowym może się zdarzyć wszystko, podobnie jak i w naszym życiu codziennym. Proszę sobie wyobrazić, że żyjemy tydzień – w tym czasie mogą się zdarzyć rzeczy przyjemne oraz te gorsze, na przykład choroba. Przez tydzień czy 10 dni biegu możemy doświadczyć różnych zmian pogody, możemy doznać kontuzji, mieć urodziny w międzyczasie, możemy być w lepszym lub gorszym nastroju…Każda godzina biegu ultra jest inna i niepowtarzalna. Trzeba się nią cieszyć i wyciągać z niej pozytywną energię.

Jak się na to wszystko przygotować? Fizycznie i psychicznie.

To nie jest tak, że realizujemy jakiś plan treningowy jak do maratonu. Udział w takim biegu jest poprzedzony kilkuletnim przygotowaniem. Nie tylko chodzi tu o przygotowanie fizyczne, ale też mentalne, psychologiczne. Trzeba sobie naprawdę w głowie poukładać cały bieg. Trzeba oswoić się z tym, co się ma dziać. Trzeba często o tym myśleć, analizować bieg, wizualizować go. I wtedy jest prościej. Nic nas nie jest w stanie zaskoczyć. Przygotowujemy się na każdą możliwość, na te najgorszą również. Dopiero wtedy możemy swobodnie myśleć o końcowym celu, czyli o dotarciu do mety. I to jest tak naprawdę zwycięstwo samo w sobie – nie zajęcie jakiegoś miejsca. Oczywiście piękną sprawą jest wygranie jakiegoś ultramaratonu, ale samo ukończenie go, to już jest wyczyn. Potwierdzają to statystyki chociażby biegu na 1000 mil w Atenach, który co prawda miałem przyjemność wygrać, ale przed moim startem ukończyło go zaledwie 9 osób, więc dla mnie sam udział w nim był wielkim sukcesem.

Sukces rodzi się w głowie? 

Tak, najpierw trzeba to sobie wszystko przemyśleć. Siadamy, dokonujemy wyboru, zapisujemy się na jakiś bieg, bo stwierdzamy, że będziemy w stanie się na niego przygotować lub już jesteśmy na danym poziomie i po prostu układamy sobie to wszystko w głowie, jednocześnie trenując i oswajając się z tą myślą startu na długo, długo przed. Moje długodystansowe starty były poprzedzone startami maratońskimi – mam ich na koncie ponad 170, jestem w polskim klubie 100+, czyli klubie, który zrzesza biegaczy, którzy ukończyli min. 100 maratonów i ultra. Później doszły biegi kilkudniowe, 2,6,10-dobowe, ostatnio był bieg na 1000 mil, a teraz rozważam możliwość startu na jeszcze bardziej kosmicznym dystansie. Ale narazie oswajam się z tą myślą, analizuję wszystko, a czy to będzie możliwe za rok, za dwa, zobaczymy.

Właśnie o te kosmiczne pomysły chciałam zapytać. 

Proszę sobie wyobrazić, że już jest kilku biegaczy, którzy obiegli świat dookoła. Tych dystansów dla ultrasów niewiele już zostało tutaj na Ziemi. Z racji tego, że żaden Polak jeszcze nie porywał się na dystans, o którym myślę, jestem tym pierwszym, chcę być tym pierwszym. Wyznaję drogę stopniowego dozowania sobie dystansów, żeby ostatecznie było to zdrowe dla organizmu i dla psychiki, także będę „wydłużał się” powoli.

Mówimy o dniach, tygodniach prawie nieprzerwanego biegu. Ciekawi mnie kwestia jak długo wytrzymałeś bez biegania? 

Jestem specyficznym biegaczem – nie mam żadnych diet, nie mam planów treningowych, po prostu biegam sercem. Jestem amatorem – mam pracę, rodzinę, no i zobowiązania, które się z tym wiążą. Jeżeli nic nie stanęłoby mi na przeszkodzie, to naprawdę codziennie bym wychodził i biegał jakiś tam dystans. Ale wiadomo, obowiązki wzywają, staram się więc biegać po prostu jak najczęściej. Kilometrażowo wychodzi jakieś 500-600 km miesięcznie. Po Atenach zrobiłem sobie krótką przerwę, ale też nie taką na leżąco. Chodziłem na basen, jeździłem na rowerze – tydzień bez biegania w zupełności wystarczył na oczyszczenie organizmu po tak długim biegu. No i więcej nie dałem rady:)

Widzimy się w październiku?

Oczywiście. Silesia Marathon to piękna impreza – trasa jest bardzo fajna, na pewno nie można się na niej nudzić. Nie jest to łatwy maraton, bo Katowice nie są terenem płaskim, za to rewelacyjnym pod względem treningowym. W tym roku będę szczególnie zachęcać do zmierzenia się z dystansem ultramaratonu. Jestem pewien, że te kilka dodatkowych kilometrów zadziała wyłącznie na plus, a ci, którzy lubią trasę Silesii tak samo jak ja, będą mogli pozostać na niej nieco dłużej.

Rozmawiała Joanna Brodniak.

Chcesz spotkać się z Pawłem osobiście? Zapisz się na ULTRA Silesia Marathon już teraz. Liczba miejsc ograniczona.   >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>